Zuchwała Zosia
Zosia uwielbiała takie wieczory – pełne ciszy, prywatności i poczucia, że cały świat na chwilę przestał od niej czegoś chcieć. Chłopak wyjechał, telefon milczał, a sąsiedzi zdawali się gdzieś przepaść. Mogła więc być w pełni sobą.
Wsunęła się w swoją ulubioną koszulkę z wymownym napisem „Kinda Soft Porn”. Sama nazwa wywoływała w niej ten diabelny uśmieszek – taki, który nosiła, gdy miała ochotę na małe grzeszki. Do tego dobrała jedne ze swoich zmysłowych majteczek – delikatne, koronkowe, które zazwyczaj rezerwowała na specjalne okazje. A dzisiaj? Dzisiaj tą okazją była ona sama.

Najpierw była muzyka. Głośna, rytmiczna, wręcz kusząca. Ruchy bioder same wymknęły się spod kontroli, a Zosia zaczęła tańczyć przed lustrem. Każdy krok, każde spojrzenie na swoje odbicie tylko ją nakręcało – czemu właściwie nigdy wcześniej tego nie robiła? Chwyciła mop, który w tej chwili stał się jej mikrofonem, i zaśpiewała, jakby stała na scenie przed tysiącami fanów.
Potem było wino – czerwone, ciężkie i idealnie pasujące do jej nastroju. Łyk po łyku rozlewało się po ciele ciepłem, które nie miało nic wspólnego z alkoholem, a bardziej z tym uczuciem totalnej wolności. Zosia przysiadła na kanapie, opierając się wygodnie i czując, jak koronkowy materiał delikatnie przesuwa się po skórze. „Może powinnam częściej robić takie wieczory… tylko dla siebie” – pomyślała, przesuwając palcem po dekolcie koszulki, jakby testowała granice własnej odważnej strony.
Z uśmiechem sięgnęła po telefon i zrobiła kilka zdjęć – takich, które bardziej sugerują niż pokazują, z ujęciami podkreślającymi jej sylwetkę. Wysłała jedno przyjaciółce. Odpowiedź przyszła natychmiast: „Zosia, ty wariatko, wyglądasz jak zwiastun klipu Beyoncé z dopiskiem ‘tylko dla dorosłych’!”
Wieczór zakończył się kąpielą w wannie pełnej piany, w której Zosia zanurzyła się powoli, jak w miękkim objęciu. Piana delikatnie otulała jej skórę, a światło świec tworzyło atmosferę jak z filmu. Zosia przymknęła oczy, czując jak z każdą chwilą jej ciało się rozluźnia. Nigdzie się nie spieszyła, nikt niczego od niej nie chciał. Dziś była tylko ona, jej ciało, jej wolność i ten uroczy napis na koszulce, który wciąż błądził jej w głowie jak mała, zuchwała obietnica.
Bo wieczory same w domu mają jedną wspólną cechę – mogą być tak pikantne, jak tylko się odważysz.






